👏 Brawa dla pani Haliny za odwagę! Podziwiam tak silne kobiety.
«Schudłam 43 kg w 2 miesiące – teraz jestem szczuplejsza od mojej córki!» Kto by pomyślał, że sekret pięknej sylwetki (bez diety i ćwiczeń!) odkryję... na miejskim targu!
Jestem zdrowa, wyglądam świetnie i czuję się o 30 lat młodsza... Co więcej, ponownie wyszłam za mąż i znalazłam szczęście. A myślałam, że nic dobrego mnie już nie spotka! - mówi Halina Kowalewska (57 lat) z Katowic.
Pani Halina jest jedną z pierwszych kobiet w Polsce, które wypróbowały metodę odchudzania znaną jako "japoński sekret szczupłej sylwetki". Odkryj sekret formuły, która uwolniła panią Halinę od otyłości i która może pomóc także Tobie.
− Mamo, zadbaj o siebie, otyłość skraca życie o 7 lat! – mówiła mi moja córka Monika, która mieszka w Irlandii, za każdym razem, gdy się widziałyśmy. Ciągle proponowała mi nowe cudowne diety z zagranicy, plany ćwiczeń na spalanie tłuszczu, herbatki odchudzające i inne magiczne środki.
Niczego z tego nawet nie próbowałam. Myślałam: „Dlaczego ja, starsza kobieta, mam się męczyć z otyłością? Najlepsze lata mam już za sobą". Spędziłam piękne chwile z mężem, wychowałam dzieci. – Lepiej pomóż mi z wnukiem, zamiast dawać rady – śmiałam się do Moniki.
Ale po jakimś czasie przestałam się śmiać, bo z powodu otyłości nie mogłam już wchodzić po schodach – tak bardzo się męczyłam i strasznie bolały mnie kolana. Bałam się, że dostanę zawału, niosąc zakupy do domu... I patrząc w lustro musiałam przyznać Monice rację. Strasznie przytyłam. Mój tyłek był wielki jak u zawodnika sumo. Zwisające fałdy na brzuchu, tłuszcz i potrójny podbródek. Skóra wisiała wszędzie, a cellulit miałam nie tylko na pośladkach i udach, ale nawet na ramionach!
Ale nie zawsze tak wyglądałam. Co spowodowało, że z zgrabnej, atrakcyjnej kobiety stałam się kimś tak otyłym? Największy wpływ miała tragedia, którą przeżyłam 7 lat temu...
Fałdy tłuszczu znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
Z moim Tomaszem poznaliśmy się jeszcze w liceum. Tak się złożyło, że oboje jeździliśmy autobusem z Gdańska. – Gdy tylko cię zobaczyłem, pomyślałem: „To będzie moja przyszła żona” – śmiał się wtedy Tomasz. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem prawie 30 lat. Aż do tego tragicznego dnia, gdy po kolacji siedzieliśmy przy stole.
Tomasz nagle złapał się za serce, upadł i już się nie podniósł. Pogotowie przyjechało za późno. Pochowałam męża w dniu moich 50. urodzin.
Wszystkie moje życiowe plany zawaliły się jak domek z kart. Razem z Tomaszem prowadziliśmy cukiernię na miejskim targu. Plany były takie, że będziemy jeszcze kilka lat pracować, a potem przejdziemy na emeryturę i zbudujemy mały domek za miastem. Działkę już kupiliśmy. Myślenie o emeryturze przestało mieć sens. Zostałam sama ze sklepem i musiałam pracować za nas dwoje.
Bałam się, że nie dam sobie sama rady. Monika wtedy jeszcze studiowała i mieszkała ze mną. Nie mogłam się załamać. Musiałam zapewnić córce godne życie.
Wstawałam o 4 rano i jechałam trzęsąc się w samochodzie Tomasza do piekarni i kilku hurtowni po świeże produkty. Poza tym zawsze bałam się prowadzić samochód. Pracowałam cały tydzień, z wyjątkiem niedzieli.
Ostatecznie, dzięki zabójczemu tempu pracy, udało mi się utrzymać cukiernię. Cały ten wysiłek odbił się na moim wyglądzie. Byłam tak zajęta, że jadłam bardzo nieregularnie, co całkowicie spowalnia metabolizm. Do tego codziennie jadłam słodkie wypieki, które mnie otaczały (potrafiłam zjeść nawet 12 pączków dziennie!). I ten ciągły smutek po Tomaszu, pocieszanie się jedzeniem. Doszła też menopauza... Po kilku miesiącach ważyłam o 20 kg więcej.
− Halino, kto tam za ladą stoi za ciebie jak gruba baba? Nie boisz się, że zje cały towar? – zapytała kiedyś moja kuzynka podczas rozmowy telefonicznej.
Okazało się, że jej znajoma kupowała u mnie ciasta i mnie nie poznała... Zamurowało mnie, nie wiedziałam, co powiedzieć. Szybko odłożyłam słuchawkę i zaczęłam gorzko płakać. – Gdyby choć połowę tego przeżyły, co ja, wyglądałyby sto razy gorzej – powiedziałam do siebie zrozpaczona.
Monika zaraz po szkole dostała pracę w międzynarodowej firmie i wyjechała do Irlandii. Często rozmawiałyśmy przez telefon. Miała dobrą pracę, ładne mieszkanie. W firmie poznała porządnego chłopaka, również z Polski.
Nie mogłam zawstydzić mojej córki!
− Mamo, mamy to! Zaręczyliśmy się! Za 6 miesięcy będzie ślub! – powiedziała córka przez telefon rok temu, przeszczęśliwa. Oczywiście, byłam bardzo szczęśliwa. Jak każda matka. Ale od razu wpadłam w panikę:
− Będę matką panny młodej na weselu. Jak mam się tam pojawić taka gruba? Jaką sukienkę założę, żeby ukryć te fałdy tłuszczu? Spojrzałam w lustro i się załamałam.
Wyobrażałam sobie, jak rodzina przyszłego zięcia patrzy na mnie z obrzydzeniem. Jego matka to piękna, szczupła kobieta (widziałam zdjęcia). A ja – gruba beczka. Nie mogłam do tego dopuścić! Miałam 6 miesięcy, żeby się ogarnąć.
Chciałam schudnąć i tylko wyrzuciłam pieniądze w błoto
Moja walka dopiero się zaczęła. Nie wierzyłam, że mogę schudnąć od jakichś herbatek czy leków reklamowanych w internecie. To jakby iść na słonia z siatką na motyle... Zdecydowałam się na ścisłą dietę i treningi z trenerem personalnym. Wzięłam na to kredyt, bo nie było mnie stać na taki wydatek.
– Co to za wymówki?! Jeszcze 10 powtórzeń!!! – wrzeszczał trener, gdy byłam tak wyczerpana, że ledwo widziałam. Kręciło mi się w głowie i sapałam jak pies!
On miał sportową, umięśnioną sylwetkę, był młody. Nie rozumiał, że dla starszej i otyłej kobiety takie ćwiczenia to nadludzki wysiłek. Myślał, że jestem leniwa. Poza tym ludzie na siłowni patrzyli na mnie jak na trędowatą. Jeden chłopak, który przyszedł z dziewczyną, udawał, że robi mu się niedobrze, gdy mnie zobaczył.
Wtedy coś we mnie pękło. Przestałam ćwiczyć i zaczęłam płakać jak dziecko. Płakałam tak mocno, że ledwo oddychałam. Trener zaprowadził mnie na zaplecze. Tam trochę się uspokoiłam.
Czułam się zawstydzona, że zrobiłam taką scenę. – Spokojnie, większość ludzi pada na pierwszym treningu – uspokajał mnie trener. – Ciało jest przeciążone nadwagą, więc wszystko boli.
Szczerze mówiąc, ta informacja mnie nie uspokoiła.
Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Dietetyczka dała mi taki jadłospis, że jadłam tylko niskokaloryczne sałatki, więc byłam bardzo osłabiona. Ciemniało mi przed oczami. – Jezu, Halino, jak ty wyglądasz, blada jesteś jak ściana, jesteś chora? – zapytała sąsiadka, zszokowana moim wyglądem. Powiedziałam sobie: - Dobrze, spróbuję wytrzymać. Może warto.
Nie było warto. Ciągle byłam głodna, ten głód niszczył mnie fizycznie i psychicznie. Badania krwi wykazały anemię. Gdy zobaczyłam wyniki, parsknęłam śmiechem z absurdu sytuacji – jak mogę mieć anemię, mając ponad 40 kg nadwagi? Okazało się, że to bardzo częsty problem przy dietach.
Do tego zniszczyłam kolano przez ćwiczenia. A zatrudniłam trenera i dietetyczkę właśnie po to, by zadbali o moje bezpieczeństwo podczas odchudzania. I co? Uszkodziłam się i jeszcze za to zapłaciłam. Szaleństwo. I dodam tylko – nie schudłam ani kilograma!
Byłam załamana. Byłam przekonana, że nie ma już dla mnie nadziei. Wszystko się zmieniło tego dnia, gdy na targu spotkałam moją dawną przyjaciółkę.
Nie mogłam uwierzyć, że schudła 40 kg!
− Halino, kochanie moje! – usłyszałam znajomy głos przy stoisku. To była Agnieszka, moja koleżanka ze szkolnej ławki, przez którą ledwo się mieściłam w ławce, bo wtedy ważyła 100 kg! Nie mogłam uwierzyć, że to ona! Wyglądała świetnie, jakby zgubiła połowę dawnej wagi. Promieniała energią i szczęściem.
− Jak ona to zrobiła? – pomyślałam od razu. Od przedszkola Agnieszka była pulchną kuleczką. Nadwaga u niej była dziedziczna. Czy zaczęła zdrowiej żyć? Czy znalazła lepszego trenera i dietetyka?
− Błąd! Nic z tych rzeczy, kochanie! Syn przywiózł mi jakiś czas temu z podróży służbowej do Tokio taką super formułę, która sprawia, że tłuszcz sam zamienia się w energię i znika. Bez diety i ćwiczeń.
− Ten preparat naprawdę topi kilogramy w zawrotnym tempie: 16 kg w 21 dni. W Japonii mówią o nim wszystkie media. Używałam go prawie 3 miesiące i teraz, jak widzisz, jestem piękna i szczęśliwa jak nigdy w życiu! Napisałam ci tutaj, gdzie możesz go zdobyć – powiedziała i podała mi karteczkę.
− Tylko bądź ostrożna, kochana – dodała Agnieszka, patrząc mi prosto w oczy – na rynku jest teraz mnóstwo podejrzanych podróbek. Tylko w jednym miejscu można dostać oryginalną japońską kurację.
Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. − Post i ćwiczenia nic mi nie dały, a jakaś japońska kuracja po prostu mnie odchudzi? – Może Agnieszka przeszła operację zmniejszenia żołądka albo coś podobnego... I po prostu nie chce się przyznać? – myślałam pełna wątpliwości.
Z drugiej strony, co mam do stracenia? – Gorzej już być nie może – pomyślałam i zdecydowałam się. Teraz wiem, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Myślałam, że taki rewolucyjny wynalazek będzie kosztował majątek. Zdziwiłam się, gdy zorientowałam się, że w porównaniu z dietetykiem i trenerem personalnym – to było prawie za darmo.
Fałdy tłuszczu znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
Już pierwszego dnia kuracji poczułam więcej siły, energii i optymizmu. Następnego dnia, gdy się obudziłam, byłam w szoku! Pogładziłam swój brzuch i poczułam, że jest o wiele bardziej płaski. Zmierzyłam się. Wynik? 2 cm mniej w talii! W jeden dzień i jedną noc!
Czasem czułam przyjemne mrowienie i ciepło pod skórą. Wyobrażałam sobie wtedy, że moje ciało zamieniło się w maszynę do spalania kalorii. To było niesamowite uczucie, bo napełniało mnie energią. Było dokładnie tak, jak mówiła Agnieszka – tłuszcz sam zamieniał się w energię, przez co czułam się sto razy lepiej. I tylko dodam – nie ćwiczyłam ani nie rezygnowałam z ulubionego jedzenia.
– Co to za magia? – pomyślałam, gdy bez problemu włożyłam sukienkę, w którą nie mieściłam się od 5 lat...
Chudłam w niesamowitym tempie. I to całkowicie naturalnie, bez żadnych skutków ubocznych. Byłam tak szczęśliwa, że miałam ochotę wyjść na ulicę i podzielić się tą cudowną metodą z każdym otyłym człowiekiem. To jest ratunek dla ludzi z nadwagą!
Po 21 dniach kuracji weszłam na wagę. Miałam 16 kg mniej – dokładnie tak, jak mówiła Agnieszka. Już wtedy wyglądałam znacznie lepiej. Mogłam się ładnie ubrać, nawet twarz mi wyszczuplała i wyglądałam atrakcyjniej.
W sumie schudłam 43 kg w około 2 miesiące. Ze starej, grubej kobiety zamieniłam się w zgrabną kocicę, której wszyscy nieustannie prawią komplementy. To niesamowite uczucie, którego życzę każdej kobiecie!
− Cześć, Moniczko, odwiedzasz mamę? – zapytała mnie kiedyś sąsiadka, gdy otwierałam drzwi. Pomyliła mnie z moją szczupłą córką! Kiedy weszłam do mieszkania, aż podskoczyłam z radości.
Na weselu córki zeszłam z parkietu jako ostatnia
Czułam nową energię. Jakby razem z kilogramami zniknęły także lata zmartwień. Gdy córka poprosiła, bym przyleciała do Irlandii 2 tygodnie wcześniej i pomogła jej w przygotowaniach do ślubu, bez wahania się zgodziłam.
Gdy Monika zobaczyła mnie na lotnisku, oniemiała. Dosłownie opadła jej szczęka od wrażenia. Spodziewała się grubej, zaniedbanej staruszki. A ja stałam przed nią wyprostowana, promienna i szczęśliwa. W sukience podkreślającej moje nowe, zgrabne kształty!
− Mamo, wyglądasz jak z tego programu, gdzie kobiety przechodzą metamorfozę marzeń! Ale poważnie – jak to zrobiłaś? Zaczęłaś w końcu stosować te diety, które ci wysyłałam? – zapytała Monika z podziwem.
Uśmiechałam się tajemniczo, ale w środku aż pękałam ze śmiechu!
Pomogłam córce we wszystkim. Razem wybierałyśmy suknię i dekorowałyśmy salę. Upiekłam też mój słynny tort. Goście nie mogli uwierzyć, że sama upiekłam aż 10 sztuk. Mama pana młodego dyskretnie podeszła do mnie podczas przyjęcia:
− Kochana, jak ty to robisz, że niczego sobie nie odmawiasz, a jesteś taka szczupła? Ja już nawet nie pamiętam, kiedy zjadłam normalny obiad albo coś słodkiego... Miałam liposukcję, to było okropnie bolesne!
Okazało się, że mama mojego zięcia od lat się głodzi, męczy i przechodzi kosztowne oraz niebezpieczne zabiegi. Nie mogła uwierzyć, że jem normalnie – co chcę i kiedy chcę – i że jestem taka szczupła.
Wszyscy goście bawili się do białego rana. Ja jednak jako ostatnia zeszłam z parkietu. Całe wesele tańczyłam z Pawłem – wujkiem pana młodego, którego poznałam dopiero tam.
− Nie mogłem oderwać od ciebie wzroku. Wyróżniałaś się spośród wszystkich kobiet na przyjęciu. Twój promienny uśmiech mnie zachwycił. Lśniłaś jak gwiazda! – wyznał później.
Szczęście można znaleźć w każdym wieku
Paweł zaczął okazywać mi zainteresowanie, ale na początku go odrzucałam. – Po co mi to? Ze wszystkim poradzę sobie sama – mówiłam sobie. Ale Paweł był uparty. W rocznicę naszego poznania pojawił się u mnie w domu z pierścionkiem. – Czy chcesz oświetlić mi drogę do końca, moja gwiazdeczko? – zapytał na kolanach w przedpokoju. Zaniemówiłam. W końcu udało mi się powiedzieć tylko jedno słowo – Tak.
Gdy pomyślę, że tamtego dnia na targu mogłam nie posłuchać Agnieszki i nie skorzystać z formuły odchudzającej – straciłabym ogromną szansę na szczęście... Bo szczęście może zapukać w każdym wieku. Trzeba tylko otworzyć mu drzwi.
Jak zdobyć Flekspert Complete?
Masz ogromne szczęście! Dziś Flekspert Complete jest dostępny dla wszystkich w formie darmowej próbki!
Jeśli chcesz otrzymać Flekspert Complete, wypełnij krótki test składający się z trzech pytań . Twoje odpowiedzi pomogą producentowi udoskonalić produkt, a Ty otrzymasz darmową próbkę.
Obecnie zainteresowanie tym produktem jest wyjątkowo duże, dlatego producent wprowadził tymczasowe ograniczenia promocji.
Możesz dołączyć do kampanii do włącznie.
Ważne!
Badania wykazały, że jesień to najlepszy czas na stosowanie Flekspert Complete. Dzięki stabilizacji średniej temperatury przyspieszają procesy metaboliczne w organizmie, a działanie produktu znacznie się zwiększa. Odchudzanie jest o 37% szybsze niż w innych porach roku.
Darmowa próbka!
Czy ktoś już wypróbował tę kurację i może ją polecić? Co o niej sądzicie, działa?
Też chciałabym się dowiedzieć. Czy ktoś już tego próbował? Nie mogę już na siebie patrzeć w lustrze. Kiedyś byłam całkiem ładna, a teraz wyglądam jak krowa. 😞 Jeśli ktoś to przeżył, proszę, niech szczerze podzieli się doświadczeniem...
Joanno, ja spróbowałam i gorąco polecam! Jedyna kuracja odchudzająca, która naprawdę działa. Mam już swoje lata (48), więc nie wszystko mi pomaga. Dostałam tę kurację od córki, która nie mogła już na mnie patrzeć... A po mniej niż miesiącu jestem szczupła jak za młodu! 😊 I córka już się nie wstydzi wychodzić ze mną na miasto. Polecam z całego serca!
Super, Halino! Chwytaj życie garściami! Też się ostatnio zapuściłam, mam okropne fałdy tłuszczu na całym ciele. Myślałam o diecie i ćwiczeniach, ale po przeczytaniu tego tutaj – nawet nie zamierzam próbować. Dobrze, że jest taka kuracja, na pewno spróbuję!
Mileno, nie idź do dietetyka! Tylko weźmie od ciebie pieniądze i będziesz musiała tłumaczyć się z każdego kęsa.
Super kuracja, kobiety – bierzcie, póki jest dostępna!
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! To takie proste, że aż szokujące. Nic nie trzeba robić, a kilogramy znikają – fantastyczne! 😊
Beato, dobrze, ale czy to naprawdę działa? Nie ma żadnych skutków ubocznych?
Moniko, kiedyś byłam chorobliwie otyła, ledwo się ruszałam, a po zastosowaniu kuracji zrzuciłam cały nadmiar tłuszczu – już 27 kilogramów i nadal kontynuuję. Czuję się jak milion dolarów... i tak wyglądam! Już trzech mężczyzn zaprosiło mnie na randkę. Gorąco polecam! I żadnych skutków ubocznych – to czysta natura!!
W takim razie muszę to mieć! Właśnie czekam na paczkę, jak tylko wypróbuję – opiszę efekty.